niedziela, 24 listopada 2013

Prolog.

Czuję, że powoli łapie mnie jesienna chandra. Jestem sama w tym ogromnym domu. Siedzę na parapecie z kubkiem herbaty w dłoniach. Spokojnie wpatruję się w liście które niczym migoczące małe gwiazdeczki spadają z drzew. Myślę długo nad tym co wydarzyło się wczoraj. Nie jestem załamana, to była tylko kwesta przyzwyczajenia. Jego ciepłych rąk, wspólnych chwil. Tych kłamstw o których dowiedziałam się dzień przed naszym rozstaniem. Jego słów, że „jestem idealna” i tych w których mówił że jestem do niczego. Staram się zapomnieć, nie myśleć o tym. Chociaż trudno mi tego nie robić. Siadam po turecku opieram głowę o szybę, obserwuję ludzi którzy wbrew pozorom i nie sprzyjającej pogodzie uśmiechają się. Inni zaś szybko uciekają do domów bo najwyraźniej wiatr przeszył już ich ciało. Dziewięcioletnia dziewczynka siedzi na ławce, energicznie machając nóżkami. Nie wiem, może czeka na mamę lub koleżankę. Nie mam pojęcia. Głowa tak jak by nie myśli o niczym innym tylko i nim. Staram się bardzo, zapomnieć. Jestem tego nauczona. Ale niestety zbyt słaba, żeby to osiągnąć. Jestem słaba. Teraz. Zawsze. Nigdy nie będę potrafiła kochać kogoś tak mocno jak jego. Wstaję. Łykam tabletkę na ból głowy. Spoglądam w lustro i myślę „czym zawiniłam?”. Może zadzwoniłabym do przyjaciela, albo przyjaciółki. Ale po prostu nie chce. Nie chce niczego. A w szczególności miłości. Obiecam to sobie. Teraz.


_____________________

Mamy prolog. Ocenę pozostawiam wam. Od razu piszę, że rozdziały nie będą długie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz