piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 1.

No tak, nieszczęsny dzień którego nienawidzisz. Zdecydowanie wolisz zaszyć się nocą i wspominać wylewając przy tym morze łez. Podnosisz się niechętnie, marznąc przy tym okropnie. No tak w końcu jesteś strasznym zmarzlakiem. Stajesz przed lustrem patrzysz na siebie. I znowu myśli „jestem jak bardzo okropna”. To już norma u ciebie. Nienawidzisz siebie. Cóż to kwestia przyzwyczajenia. Swoje bujne włosy rozczesujesz, malujesz się lekko jak zwykle. Jak zwykle również wybierasz blade odcienie swojego stroju. Jesz jedną kromkę ciemnego chleba popijasz gorzką kawą jaką jesteś przyzwyczajona pić. Wychodzisz. Wsiadasz do swojego samochodu. Znowu mijasz te same twarze na uczelni jedne darzysz sympatią inne wręcz przeciwne. Wybierasz odpowiednie miejsce na sali jak zwykle obok Marcina. To on zwykle daje ci notatki kiedy ty grasz w Angry Birds na swoim telefonie. Jak zwykle profesor mówi wam wykład którego nie słuchasz i zastanawiasz się w sumie dlaczego obrałaś kierunek jakim jest filologia angielska. Może niekiedy się to przydaje. Niekiedy. Po skończonych zajęciach jak wolny ptak wychodzisz z murów uczelni. Jeszcze chwile siadasz na ławce w celu sprawdzenia telefonu. Masz wiadomość. A to dziwne
„Hej Maryśka wpadnij do nas wieczorem. Musimy poddać.” To od Michała wcale się nie zdziwiłaś, że napisał do ciebie o tej porze dnia. Zawsze to robi, on chyba po prostu wie kiedy coś jest nie tak. A było. Ale nie z nim tylko ze mną.
                Siadasz na kanapie. Znowu myślisz o nim. Że kiedyś umiałaś kochać, umiałaś żyć. Teraz po prostu ni jak ci to przychodzi. Bez niego nic już nie jest takie same. Nic, nie potrafisz się już nawet cieszyć a kiedyś robiłaś to prawie cały czas… u boku niego. Boli Cię najbardziej to, że on najzwyczajniej w świecie powiedział, że cię nie kocha. Że byłaś przedmiotem który miał zapełnić jego pustkę po poprzedniej dziewczynie. Byłaś przedmiotem, przedmiotem jego zabaw i gier. Kiedy ty kochałaś go najbardziej na świecie i po za nim świata nie widziałaś. O 18 byłaś pod domem Kubiaków. Nie chciałaś tam wchodzić bo wiedziałaś, że będziesz musiała borykać się z trudnymi pytaniami jakimi na pewno poczęstuje cię Misiek i Daga.
-Napijesz się czegoś? –sugeruje Dagmara, po której widzisz, że jest wyraźnie zaniepokojona twoim stanem zdrowia.
-Poproszę wody. –odpowiadasz grzecznie, siadając po turecku na dużym fotelu ze skóry.
Twoja koleżanka w niemal ekspresowym tępię przynosi szklankę wypełnioną cieczą którą ty pijesz najczęściej.
-Dobra młoda nie będę owijać w bawełnę. Co z tobą? –zapytał Michał z poważną miną patrząc tobie w oczy.
-Co ze mną? W sumie to tylko jestem chodzącym kłębkiem nerwów i zadając takie pytania możesz spowodować że wybuchnę. –odpowiadasz spokojnie uśmiechając się lekko.
-Dokładniej? –zapytał przychylając głowę.
-Dokładniej. Cóż jestem zraniona tyle wystarczy? Na pewno będziesz wiedział o kogo chodzi i jakie okoliczności miały miejsce. –przyciągasz nogi do siebie i upijasz odrobinę wody.
-Przepraszam, to na pewno musi być dla ciebie drażliwy temat. –wypowiedział Michał
-Tak, chociaż może nie drażliwy. Bardziej nazwałabym to tym tematem który wbija szpilki w moje serce.
-W takim razie zrobię wszystko żeby tak nie było.
-Co masz na myśli? –zapytała zbita z tropu.
-Na pewno nie wyślę, Cię do terapeuty bo znam za dobrze twój charakter i wiem, że i tak nie będziesz do niego chodzić. –powiedział, po czym podszedł do ciebie i najzwyczajniej w świecie Cię przytulił.
-Dziękuje. –odwzajemniasz uścisk.
Około 20 opuszczasz mieszkanie. Michał chciał Cię odwieść do domu lecz ty wolałaś się przejść. Z racji tego iż jest jesień o 20 było już ciemno. Idealna pora na spacer. Oczywiście dla ciebie. Idziesz powoli jak byś nie chciała dojść do swojego domu. By znów płakać. Nie chciałaś płakać? Może i tak, ale doskonale wiedziałaś, że i tak to zrobisz. Jesteś zbyt słaba psychicznie, by tego nie robić. Odczuwasz zimno które przeszyło twoje ciało. Jesteś już przy swoim osiedlu na którym wybudowany jest twój wielki oraz nowoczesny dom. Wtedy coś zwala Cię z nóg, jesteś lustrem które rozbiło się na milion małych kawałków. Widzisz go. Jego sylwetkę rozpoznasz nawet w najgorszym mroku.

__________________________________________________
No więc tak, mamy rozdział 1. Nie wiem czy ktoś to czyta, więc to jest powód mojego nie publikowania rozdziałów dość często. Dlatego jeśli już tu jesteś i czytasz moje wypociny to pozostaw po sobie jakiś ślad. Nie wiem może to być kropka przecinek emotikon. Byle bym tylko wiedziała, że ktoś być może ma ochotę to czytać i śledzić losy bohaterki. :)
Pozdrawiam Kaśka :3 

niedziela, 24 listopada 2013

Prolog.

Czuję, że powoli łapie mnie jesienna chandra. Jestem sama w tym ogromnym domu. Siedzę na parapecie z kubkiem herbaty w dłoniach. Spokojnie wpatruję się w liście które niczym migoczące małe gwiazdeczki spadają z drzew. Myślę długo nad tym co wydarzyło się wczoraj. Nie jestem załamana, to była tylko kwesta przyzwyczajenia. Jego ciepłych rąk, wspólnych chwil. Tych kłamstw o których dowiedziałam się dzień przed naszym rozstaniem. Jego słów, że „jestem idealna” i tych w których mówił że jestem do niczego. Staram się zapomnieć, nie myśleć o tym. Chociaż trudno mi tego nie robić. Siadam po turecku opieram głowę o szybę, obserwuję ludzi którzy wbrew pozorom i nie sprzyjającej pogodzie uśmiechają się. Inni zaś szybko uciekają do domów bo najwyraźniej wiatr przeszył już ich ciało. Dziewięcioletnia dziewczynka siedzi na ławce, energicznie machając nóżkami. Nie wiem, może czeka na mamę lub koleżankę. Nie mam pojęcia. Głowa tak jak by nie myśli o niczym innym tylko i nim. Staram się bardzo, zapomnieć. Jestem tego nauczona. Ale niestety zbyt słaba, żeby to osiągnąć. Jestem słaba. Teraz. Zawsze. Nigdy nie będę potrafiła kochać kogoś tak mocno jak jego. Wstaję. Łykam tabletkę na ból głowy. Spoglądam w lustro i myślę „czym zawiniłam?”. Może zadzwoniłabym do przyjaciela, albo przyjaciółki. Ale po prostu nie chce. Nie chce niczego. A w szczególności miłości. Obiecam to sobie. Teraz.


_____________________

Mamy prolog. Ocenę pozostawiam wam. Od razu piszę, że rozdziały nie będą długie.